I see you
I see you
Walking through a dream
I see you
My light in darkness breathing hope of new life
Now I live through you and you through me
Enchanting
I pray in my heart that this dream never ends
I see me through your eyes
Living through life flying high
Your life shines the way into paradise
So I offer my life as a sacrifice
I live through your love
You teach me how to see
All that’s beautiful
My senses touch your word I never pictured
Now I give my hope to you
I surrender
I pray in my heart that this world never ends
I see me through your eyes
Living through life flying high
Your love shines the way into paradise
So I offer my life
I offer my love, for you
When my heart was never open
(and my spirit never free)
To the world that you have shown me
But my eyes could not division
All the colours of love and of life ever more
Evermore
(I see me through your eyes)
I see me through your eyes
(Living through life flying high)
Flying high
Your love shines the way into paradise
So I offer my life as a sacrifice
And live through your love
And live through your life
I see you
I see you
sobota, 29 maja 2010
Tu leży pies pogrzebany. Nocne rozważania nad Wrocławiem.
-Kochanie, a gdzie wy się tam zatrzymacie?
We Wrocławiu, a właściwie pod nim, 9 stuleć temu stanęły naprzeciw siebie wojska polskie i niemieckie. Niemcy uzbrojeni w swoje wybujałe ego (oj, tak naprawdę nic do nich nie mam, tak tylko sobie piszę, żeby fajniej brzmiało, także lux) nie przyjmowali do świadomości myśli o przegranej, także całym sercem cieszyli się na wojnę. Niestrudzeni w żaden sposób przedzieraniem się przez nieprzyjazną polską ziemię, mając jedno tylko w głowie, a mianowicie, że lepsze uzbrojenie mają po swojej stronie i przewagę liczebną, nie pomni na nic, pragnęli nareszcie rozpoczęcia się wojny. Przeliczyli się, że tak krótko to skwituję i na otwartym polu po boju tym który tam miał miejsce ostało się trochę Niemców obojętnych metabolicznie, czyli martwych. W dzień ten wszystkie okoliczne, bezpańskie psy postanowiły, że na wzór amerykańskiego 4lipca zrobią sobie swoje święto dziękczynienia i urządziły sobie tam straszliwą ucztę. A co!! No i od tego Psie Pole.
Choć i słuchy takie krążą, że tamtejsze ziemie po prostu wielką wartością nie raczyły grzeszyć i stąd tak liche się wydawały, że aż psie niby. Z drugiej strony obraźliwe dla psów określenie, ale człowieki tak już mają.
Obił mi się też o uszy pogląd, że teren ten przeznaczony był na książecą psiarnię.. Hmmm..
Moja osobista teoria brzmi, że pewien wybitny naukowiec, który sławnym by się stał, gdyby nie został stracony po uznaniu go za szaleńca przeprowadzał tam wiekopomny-to-be eksperyment na psach. Szczegółów jak i celu eksperymentu nigdy nie odkryto, ale nazwa się przyjęła. Trochę naciągana ta teoria, wiem, ale nie bardziej niż teoria Maslowa czy choćby Freuda, w każdej ziarno prawdy tkwi.
Ciekawa jestem czy zna ktoś prawdziwą historię tej nazwy lub ma jakąś na swoim warsztacie wypracowaną historię, teorię, metaforię. Nie wiem, jakoś mnie to dziś nurtuje niezwykle. Psie Pole?!
Nie wiem czy czytelnik, który spędza tu właśnie czas widział coś bardziej chaotycznego i absurdalnego w życiu niż ten post. Może Ci się wręcz wydawać, że nie widziałeś w życiu czegoś bardziej bezcelowego. Cóż, możliwe, że się mylisz.
-Na Psim Polu, mamo
- WTF?!?@3/#$???!!?
We Wrocławiu, a właściwie pod nim, 9 stuleć temu stanęły naprzeciw siebie wojska polskie i niemieckie. Niemcy uzbrojeni w swoje wybujałe ego (oj, tak naprawdę nic do nich nie mam, tak tylko sobie piszę, żeby fajniej brzmiało, także lux) nie przyjmowali do świadomości myśli o przegranej, także całym sercem cieszyli się na wojnę. Niestrudzeni w żaden sposób przedzieraniem się przez nieprzyjazną polską ziemię, mając jedno tylko w głowie, a mianowicie, że lepsze uzbrojenie mają po swojej stronie i przewagę liczebną, nie pomni na nic, pragnęli nareszcie rozpoczęcia się wojny. Przeliczyli się, że tak krótko to skwituję i na otwartym polu po boju tym który tam miał miejsce ostało się trochę Niemców obojętnych metabolicznie, czyli martwych. W dzień ten wszystkie okoliczne, bezpańskie psy postanowiły, że na wzór amerykańskiego 4lipca zrobią sobie swoje święto dziękczynienia i urządziły sobie tam straszliwą ucztę. A co!! No i od tego Psie Pole.
Choć i słuchy takie krążą, że tamtejsze ziemie po prostu wielką wartością nie raczyły grzeszyć i stąd tak liche się wydawały, że aż psie niby. Z drugiej strony obraźliwe dla psów określenie, ale człowieki tak już mają.
Obił mi się też o uszy pogląd, że teren ten przeznaczony był na książecą psiarnię.. Hmmm..
Moja osobista teoria brzmi, że pewien wybitny naukowiec, który sławnym by się stał, gdyby nie został stracony po uznaniu go za szaleńca przeprowadzał tam wiekopomny-to-be eksperyment na psach. Szczegółów jak i celu eksperymentu nigdy nie odkryto, ale nazwa się przyjęła. Trochę naciągana ta teoria, wiem, ale nie bardziej niż teoria Maslowa czy choćby Freuda, w każdej ziarno prawdy tkwi.
![]() |
| Psie Pole - Wrocław( obecnie dzielnica również odczuwa skutki powodzi) |
Nie wiem czy czytelnik, który spędza tu właśnie czas widział coś bardziej chaotycznego i absurdalnego w życiu niż ten post. Może Ci się wręcz wydawać, że nie widziałeś w życiu czegoś bardziej bezcelowego. Cóż, możliwe, że się mylisz.
Etykiety:
na spustoszonym marginesie,
quaero,
Taka mysl po prostu...
piątek, 14 maja 2010
'it's sad when the people you know
become the people you knew.
when you walk past someone
like they were never part of your life.
how you used to be able to talk to them for hours
and now you barely look at them.
it's sad..'
to be continued
become the people you knew.
when you walk past someone
like they were never part of your life.
how you used to be able to talk to them for hours
and now you barely look at them.
it's sad..'
to be continued
wtorek, 27 kwietnia 2010
poniedziałek, 26 kwietnia 2010
Kłamstwa, kłamstefka i nieprawdki
weasel words
something that someone says either to avoid answering a question clearly or to make someone believe something that is not true
talk the talk ... walk the walk
If you say that someone talks the talk but does not walk the walk, you mean that they do not act in a way that agrees with the things they say.
stretch the truth
to say something which is not completely honest in order to make someone or something seem better than it really is
take sb in
to cause someone to believe something which is not true, or to trick or deceive someone
sleaze factor
a part of a situation, especially a political one, which shows a low standard of morality
skulduggery
secret and dishonest behavior
put sth about/around
to tell a lot of people something that is not true
mythologize
to create a false picture of a situation
mendacity noun
the act of not telling the truth
make sth up
to invent something, such as an excuse or a story, often in order to deceive
Look who's talking!
You're a fine one to talk! , also You can/can't talk! , US also You should talk!
something you say when someone criticizes you for something that they do themselves
I'm lazy? You're a fine one to talk!
live a lie
to live in a way that is dishonest because you are pretending to be something that you are not, to yourself or to other people
lie through your teeth
to tell someone something which you know is completely false
It takes a thief to catch a thief.
used to mean that one dishonest person can guess what another dishonest person might do
flim flam noun
talk that is confusing and intended to deceive
feed sb a line
to tell someone something that is not completely true, often as an excuse
economical with the truth
avoiding stating the true facts about a situation, or lying about it
bad faith
dishonest or unacceptable behavior
charade
[C] an act or event which is clearly false
concoct
to invent an excuse, explanation or story in order to deceive someone
falsehood noun
[U] lying
fabricate verb
to invent or produce something false in order to deceive
flannel verb
to use a lot of words to avoid telling the truth or answering a question, often in order to deceive
hogwash noun
nonsense, or words which are intended to deceive
sharp practice
a way of behaving, in business, that is dishonest but not illegal
snow
[T] US informal to deceive or trick someone by clever talk or by giving them a lot of information
She's always snowing the bosses with statistics
nawet snow :|
niedziela, 25 kwietnia 2010
Nie wychodząc z własnego labiryntu..
..(bo jak?), więc z własnym labiryntem wstępować w inny labirynt, więc labirynt podwójny, podwójnie zagęszczony, zagęszczony tak, ale zarazem niezastąpiona pomocność własnego labiryntu, w wyszukiwaniu przejść, w innym, cudzym labiryncie, i odwrotnie: Niezawodna pomocność innego, cudzego w wyszukiwaniu przejść we własnym.
Psychescapes - Tożsamość naszych czasów? - Pankalla A., Kilian A.
Psychescapes - Tożsamość naszych czasów? - Pankalla A., Kilian A.
"ogień w brzuchu" c.d.
"Obietnicą dzieciństwa, naturalnym, przyrodzonym prawem, którego domaga się każde dziecko, krzykiem życia jest: Zasługuję na to, by być kochanym bezwarunkowo. Nasze wrodzone poczucie własnej dobroci niesie za sobą naiwne oczekiwanie, że można nas kochać w całości. Ta obietnica nieuchronnie zostaje złamana. Wszyscy rodzice, wszystkie kultury systematycznie hamują rozwój młodych. Miłość zostaje nam dana pod warunkiem, że jesteśmy mili, dobrze się zachowujemy, wykonujemy powinności. Każde dziecko zostaje wygnane z raju doskonałej miłości. Godzimy się z tym i stajemy się dorośli. Jednakże nadzieja na bezwarunkową miłość nie umiera, lecz pozostaje uśpiona. Kiedy wchodzimy w związek małżeński, na nowo odżywa. Przed Bogiem zaprzysięgamy niemożliwą do spełnienia, sekretną nadzieję naszego serca, kochać i troszczyć się bezwarunkowo, aż do śmierci."
Sam Keen "Fire in the belly"
Droga Jananne! Kocham Cię i nienawidzę: uważam Cię za godną pożądania i okropną, dającą spełnienie i nieznośną, pomocną partnerkę i sabotażystkę. Wiele razy znalazłam szczęści, wiele też poniosłem ran, zanim Cię poznałam. Jesteś nektarynką wszczepioną w gałąź moreli wszczepionej w korzeń brzoskwini, który wnika głęboko w moją istotę. W Tobie wyczuwam pokolenia kobiet, które mnie wychowywały i raniły - moją byłą żonę, dawne kochanki, matkę i babkę. W jednym momencie obejmujesz mnie ramionami, jak matka-ziemia, i czuję czułość i ciepło. Chwilę później patrzę w Twoją twarz i widzę krwawą boginię Kali, gotową mnie pożreć. Znam Cię jako kobietę, która potrafi pochwycić flet i zagrać muzykę piękniejszą niż muzyka niebios, a w godzinę później zaskowyczeć jak piskliwa suka. Dawczyni światła i mroczny potwór, stworzycielka i niszczycielka. Jesteś zachwycająca z wyjątkiem tych chwil, w których chciałbym skręcić Ci kark i tańczyć na Twoim grobie.
Więcej o przewrotnych uczuciach do kobiety, którą się naprawdę kocha
Zaczynam lubować się w witaniu wschodów słońca około godziny trzydziestej:)
Więcej o przewrotnych uczuciach do kobiety, którą się naprawdę kocha
Zaczynam lubować się w witaniu wschodów słońca około godziny trzydziestej:)
poniedziałek, 12 kwietnia 2010
"Boulevard Of Broken Dreams"
Green day
The only one that I have ever known
Don't know where it goes
But its home to me and I walk alone
I walk this empty street
On the Boulevard of broken dreams
Where the city sleeps
And I'm the only one and I walk alone
I walk alone(4x)
My shadows are the only one that walks beside me
My shallow hearts the only thing that's beating
Sometimes I wish someone out there will find me
Till then I'll walk alone
Ah-Ah Ah-Ah Ah-Ah Ahhh
Ah-Ah Ah-Ah Ah-Ah Ahhh
I'm walking down the line
That divides me somewhere in my mind
On the border line of the edge
And where I walk alone
Read between the lines of what's
Fucked up and every things all right
Check my vital signs to know I'm still alive
And I walk alone
I walk alone
I walk alone
I walk alone
I walk a...
My shadows are the only one that walks beside me
My shallow hearts the only thing that's beating
Sometimes I wish someone out there will find me
Till then I'll walk alone
Ah-Ah Ah-Ah Ah-Ah Ahhh
Ah-Ah Ah-Ah Ah-Ah Ahhh
I walk this empty street
On the Boulevard of broken dreams
Where the city sleeps
And I'm the only one and I walk a..
My shadows are the only one that walks beside me
My shallow hearts the only thing that's beating
Sometimes I wish someone out there will find me
Till then I'll walk alone!
Ludzkie zrozumienie jest jak krzywe zwierciadło, które, otrzymując promienie nieregularnie, zniekształca i zmienia kolor natury rzeczy przez wmieszanie w niej swojej natury.I walk a lonely road
Autor: Francis Bacon
The only one that I have ever known
Don't know where it goes
But its home to me and I walk alone
I walk this empty street
On the Boulevard of broken dreams
Where the city sleeps
And I'm the only one and I walk alone
I walk alone(4x)
My shadows are the only one that walks beside me
My shallow hearts the only thing that's beating
Sometimes I wish someone out there will find me
Till then I'll walk alone
Ah-Ah Ah-Ah Ah-Ah Ahhh
Ah-Ah Ah-Ah Ah-Ah Ahhh
I'm walking down the line
That divides me somewhere in my mind
On the border line of the edge
And where I walk alone
Read between the lines of what's
Fucked up and every things all right
Check my vital signs to know I'm still alive
And I walk alone
I walk alone
I walk alone
I walk alone
I walk a...
My shadows are the only one that walks beside me
My shallow hearts the only thing that's beating
Sometimes I wish someone out there will find me
Till then I'll walk alone
Ah-Ah Ah-Ah Ah-Ah Ahhh
Ah-Ah Ah-Ah Ah-Ah Ahhh
I walk this empty street
On the Boulevard of broken dreams
Where the city sleeps
And I'm the only one and I walk a..
My shadows are the only one that walks beside me
My shallow hearts the only thing that's beating
Sometimes I wish someone out there will find me
Till then I'll walk alone!
niedziela, 11 kwietnia 2010
środa, 7 kwietnia 2010
Jaźń i to co jaźnie lubią najbardziej, czyli rzecz o przyjaźni cz.I
Spojrzyj spokojnie na ilustrację po Twojej prawej. Przeczytaj spokojnie gdyż właśnie następuje wiekopomna chwila w której dowiadujesz się na czym polega istota przyjaźni....
I na tym też mógłby skończyć się ten wpis, ale nie wiem czy jestem w stanie poradzić sobie z pełnym rozczarowania "łeeeee"
Także do dzieła..
Kim jest dla mnie przyjaciel?
Mówiąc najprościej jest kimś, kto pozwala mi być taką, jaka jestem i nie myśli, że jestem niespełna rozumu. Ktoś, kto z wyrazu mojej twarzy odczytuje, że potrzebuje porozmawiać o tym, co się dzieje lub nie w moim życiu. Udziela mi wsparcia bez osądzania.
Przyjaciel to ktoś, kto mnie potrzebuje,ufa mi i jest szczęśliwy, gdy przynoszę dobre nowiny
- to ktoś, kto nigdy nie odejdzie
Kto jest bez jakiejkolwiek-roboczej-teorii-na-temat-tego-czym-jest-przyjaźń niech pierwszy rzuci kamieniem, komentarzem czy czymteżkolwiek. Jak o miłości tak i o przyjaźnieniu się istnieje nieskończona liczba opowieści, kategoryzacji i zagadek. Tajemnicą osnute zjawisko wymyka się spod kontroli poznawczej i wymaga próby opisania.. tak naprawdę tylko próby dotknięcia tematu jestem w stanie się podjąć, ale chyba sprawi mi to radość i przyjemność niemałą gdy się tej próby podejmę.
Do rzeczy jednak..
od czego by tu zacząć?..
hmmm....
Od tego, że niedefiniowalna, że to przedmiot amorficzny i trudny, że termin nieprecyzyjny.
"Przyjaciele to ludzie, których lubimy, których towarzystwo sprawia nam przyjemność, z którymi mamy wspólne zainteresowania i razem robimy różne rzeczy, którzy są pomocni i rozumiejący, którym można zaufać, z którymi czujemy się swobodnie i którzy dają nam emocjonalne wsparcie." - Argyle’a i Hendersona skutek próby definiowania fenomenu. Całkiem niezły według tego co myślę. Idźmy dalej, powoli, aż coś z tego posta wyjdzie. Jest to takie żywe stworzonko ta przyjaźń.. Niektóre żyjątka to psy, niektóre koty, ale wszystkie są żyjątkami. Na tym polega problem z definicją, bo żadna nie pozwala na dokładne odróżnienie przyjaźni od innych bliskich relacji międzyludzkich. Nie widzę z drugiej strony powodu, żeby je odróżniać.. siostry, mamy z córkami, małżonkowie – wszyscy oni przyjaciele. Więc umówmy się, że przyjaźń jest po prostu szerszym pojęciem obejmującym nie mało. Z tego też powodu, że jest szerszym pojęciem, małżeństwo powinno być przyjaźnią, ale ta reakcja często bywa nieodwracalna i przyjaźń nie wiąże się z oczekiwaniami wysuwanymi wobec małżeństwa.
Gdzieś obiło mi się o oczy jak coś kiedyś czytałam, że jest (Adelmana, Parksa, Albrechta) pięć wyróżnionych cech przyjaźni. Bzdura jakich wiele, i oczywiście powołuję się na czytelników przytomność umysłu, gdyż wykaz, który poniżej przedstawię nie może być jedynym możliwym. Zachęcam gorąco do tworzenia własnych teorii i kategorii i apeluję o zamieszczenie ich w komentarzach:)
Do rzeczy jednak..
Najpierwo:
Aprzymusowalność, a inaczej stara, dobra, oklepana dobrowolność.
Każdy wie, że „rodziny się nie wybiera”, a przyjaciół a i owszem, jak najbardziej. Świadomość wyboru odróżnia przyjaźń od większości związków rodzinnych czy relacji w pracy. No może małżeństwo jest dobrowolne, ale też nie zawsze i raczej od niedawna. Zauważenie takiej dobrowolności sprawia, że wsparcie otrzymane od przyjaciół ma, jakby nie patrzeć większą wartość właśnie dlatego, że otrzymujący je wie, iż wsparcie to udzielane jest raczej z wyboru niż z poczucia obowiązku. Istotna w tej kwestii jest motywacja, a chodzi o to, żeby była wewnętrzna. To jasne, że obecnie wybieramy mimo wszystko zakres kontaktu z tymi czy innymi członkami naszej rodziny. Poza tym, nie zapominajmy o wyraźnych naciskach społecznych gdy a nuż zdarzy nam się zawrzeć przyjaźń wewnątrz większego kręgu przyjaciół to pewne rzeczy wypada i już.
Drugimmo:
Równoupoziomowanie potocznie zwane równością
„Bliskie przyjaźnie opierają się na podzielanym odczuciu, że uczestnicy są równi pod względem pozycji społecznej.” (za nie-powiem-kim) Jak dla mnie jest to czynnik ważny, ale niekonieczny. Lub inaczej.. powiedzmy, że ktoś jest wyżej w jakiejś tam hierarchii, ale stawia się na równi ze swoim przyjacielem. W tym sensie bardziej fenomenologicznym właśnie, zawsze nam się to będzie sprawdzać. (zamęt terminologiczny do rozwikłania dla ambitnych) Ogólnie można rzec, że im bliższa przyjaźń tym więcej równości będą w niej dostrzegać uczestnicy.
Trygonotimio:
Wstawiennictwo, czyli, hi hi hi, jeden z fajniejszych synonimów słowa pomoc.
O ile długoterminowa i znacząca pomoc materialna należy nam się od rodzinki o tyle przyjaciele raczej troszczą się o nas niż nami opiekują. Doraźna i drobna pomoc to taka fajna sprawa jeśli chodzi o przyjaciół.
Kwadriamo:
Wpół-to-samo-robienizm czyli przyjemnie się zapowiadająca i brzmiąca wspólna aktywność
Z rodzinką też spędzamy czas, ale zdarzy się tam poczucie obowiązku, rzadziej robimy z krewnymi coś dla czystej radości wykonywania tego czegoś. Wspólne spędzanie czasu wolnego z przyjacielem pozwala z tegoż powodu bardziej cieszyć się daną aktywnością( nierzadko nieatrakcyjną dla chłopaka/dziewczyny czy małżonka, siostry itp.) po prostu dla niej samej.
Kwintiotto:
Kwintiotto:
Zwierzaniątka i emocjowsparcie
Możliwość intymnych zwierzeń, odczuwanie przywiązania, poczucie bycia w domu, bycia u siebie, przynależności, wparcie emocjonalne. Przyjaciele mogą częściowo rekompensować braki odczuwane w innych związkach. No bo prywatność i poufność w cenie, a w rodzinie trudno o dyskrecję. Co więcej, przyjaźnie łatwiej jest zerwać niż więzy rodzinne. Zawsze jest to wyjście ewakuacyjne na okoliczność problemów zbyt destrukcyjnych dla związku wynikłych właśnie z dążenia do uzyskania wsparcia emocjonalnego.
To by było to co zaplanowałam na część I :)
Ciągle jeszcze istnieją wśród nas anioły.Nie mają wprawdzie żadnych skrzydeł, lecz ich serce jest bezpiecznym portem dla wszystkich, którzy są w potrzebie. Wyciągają ręce i proponują swoją przyjaźń.

Czasami trzeba usiąść obok i czyjąś dłoń zamknąć w swojej dłoni, wtedy nawet łzy będą smakować jak szczęście.
///*amorficzny bezpostaciowy, nie mający określonych kształtów; (wyraz) pozbawiony form gramatycznych; (ciało fiz.) nie mające budowy krystalicznej.
Etym. - gr. ámorphos 'bezkształtny'; zob. a-; -morf-.
Przyjaźni po prostu nie muszę polecać. Niemniej jednak polecam:)
Przyjaźni po prostu nie muszę polecać. Niemniej jednak polecam:)
sobota, 6 marca 2010
Tamten świat
Jesteś żołnierzem – wojna to obowiązująca dla Ciebie rzeczywistość, wiesz gdzie stacjonują jakie wojska, dlaczego ten kraj podejmuje takie kroki militarne, a tamten inne. Jesteś przekonany, że wkrótce napięcie między krajami jakie istnieje pęknie i będzie kolejna światowa, itp., itd.
Jesteś studentem – Twój świat to wykładowcy, którzy są ci nie w smak, ci, których lubisz, lub ci, z których się podśmiewujesz, zastanawiasz się pewnie kiedy pójdziesz na piwo i dlaczego tyle od Ciebie na tych studiach chcą. W Twoim świecie może pojawia się na przykład motyw akademika, domu cudów z tysiącem cudownie ciekawych ludzi i wiecznych hulanek, lub dom upierdliwego hałasu bez warunków do zajmowania się swoimi sprawami. W tle też miga gdzieś jakieś ksero.
Jesteś onkologiem – rak, cierpienie, śmierć to Twoja codzienność. W przeciwieństwie do przeciętnego człowieka nowotwór jest dla Ciebie zjawiskiem tak powszechnym jak deszcz.
Tak mnie dzisiaj naszło na zamyślenie. I nie bez powodu, zaraz powiem też jakiego..
Do czego zmierzam..
Byłam na spotkaniu z lekarzem onkologiem. Ta młoda dziewczyna, pani Olga przeprowadzała dla nas( wolonariuszy, którzy chcieliby się zająć bajkoterapią dzieci z nowotworem) wykład o nowotworach wieku dziecięcego, ich rodzajach, objawach, metodach diagnostycznych, zasadach leczenia. Moje dzisiejsze spotkanie z rakiem, nie bezpośrednie, ani nawet pośrednie, moje ledwo otarcie się o ten świat głęboko mną wstrząsnęło. Kazało mi zamilknąć. Najpierw deformacje, powiększone węzły chłonne wielkości ziemniaka, guz-orzech wystający z oka, bladość twarzy, włosy, których nie ma. Nie, nie pokazali nam wstrząsających fotek, tylko nas o tym uprzedzono. Ja o tym tylko usłyszałam. Ten od guza na oku, 16 lat.. przyszedł dopiero jak mu taki porządny orzech tam wyrósł. Dlaczego tak późno? Nie mógł wcześniej, bo ojciec bił matkę i gdyby zostawił rodziców samych i został w szpitalu ojciec mógłby tą matkę zabić. Także zaklejał to co mu się tam robiło, żeby nie było widać w szkole i tyle.
Inny chłopak, też w podobnym wieku, miał mięśniaka na udzie. Przyszedł z tym nowotworem, potem się nie zjawił spowrotem w szpitalu, potem znowu przyszedł, potem uciekł ze szpitala przez okno w łazience i słuch po nim zaginął. Nie było go tak z pół lub półtora roku i myślano, że już umarł, ale znów trafił na oddział. Uciekał kolejny raz z domu dziecka i wyskakując przez okno złamał nogę. Dlatego nie mógł już zwiać i policja go zawiozła na oddział. Stan jego uda był straszny. Brak szansy na wyleczenie. Kilka dni przed śmiercią amputacja nogi, aby ulżyć mu w cierpieniu.

Dlaczego nie był regularnie w szpitalu i uciekał?
Nie mógł znieść tego, że do wszystkich ktoś przychodzi, do niego jednak nie. Kiedy nie mógł tego znieść – uciekał.

Ośmiolatek. białaczka. Matka nie mogąc zostawić pozostałej piątki dzieci przyjęła to do wiadomości i zostawiła dzieciaka w szpitalu. Chłopczyk musiał mieć zrobioną tomografię komputerową, a że lekarzom zależy, żeby w miarę możliwości nie usypiać dzieciaków, zatem ośmiolatek obiecał , że nie będzie się ruszał. Badanie to wiąże się ze znacznym dyskomfortem. Poza tym, że nie można się poruszać, co nawet mi nie wychodzi,ta cała maszyna cholernie głośno i nieprzyjemnie pracuje, jakby uderzano metalem o metal. I jeszcze ten kontrast. Podaje się dożylnie białą, gęstą ciecz, która pomaga otrzymać klarowne wyniki pomiaru. Powoduje to jednak zwiększenie się ciśnienia w żyłach i jest samo w sobie bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem, nie mówiąc o zamkniętej tubie, która głośno pracuje i nie można się w niej ruszać a ma się lat osiem. Ja sama nie wiem czy te 21 lat życia pozwoliłyby mi przetrwać to badanie bez paniki, strachu i czego tam jeszcze . Z tego co było widać na odczycie, chłopczyk się nie ruszał. Okazało się, że bardzo płakał, ale wiedział, że nie wolno się ruszać, więc tego nie robił.
...
Ile ludzi, tyle i światów na tym świecie. Dziwne, choć niezwykle naturalne i powszechne jest to, że nie wiemy o innych światach, obijamy się tylko o ich nazwy, ale nigdy nie wiemy czym tak naprawdę są. Zdajemy się przewlekle nie pamiętać, że tak wiele ich istnieje wokół nas. Nowotwór, który może się okazać wierzchołkiem góry lodowej, nie jedynym z problemów, a może i nawet nie najważniejszym pośród alkoholizmu, samotności, opuszczenia, patologii... to świat, którego ja nigdy nie znałam, który nigdy dla mnie nie istniał. Zapomniałam, że taki świat istnieje lub nie wiedziałam, nie miałam czasu się tym zająć albo nie chciałam znać tego świata.
Aż wstyd pomyśleć, że człowiek jest zły, że mama się wtrąca w jego życie i nie pozwala się usamodzielnić, że wiecznie tylko pyta co zjadłam i czy kupiłam owoce. Mam łzy w oczach kiedy pomyślę, że ktoś przez całe swoje jedyne 16 lat nigdy nie miał przy sobie swoich własnych, osobistych, wyłącznych rodziców, jego krótkie życie było w dużej mierze samotnością i umiera na raka.
Zastanawiam się czy ja kiedykolwiek miałam coś takiego co zasługuje na miano problemu, od dziś nie wiem czy jakakolwiek niedogodność w moim życiu zasługuje na to miano czy w ogóle na uwagę. Jak to dobrze, że bolą mnie nogi wieczorem po ciężkim dniu latania od jednego wydziału do drugiego. Czy nie oznacza to, że mam dwie zdrowe nogi, a ponadto miałam warunki w domu, które okazały się optymalne, wystarczające bym mogła dostać się na studia dzienne.
Mam dom i oboje rodziców, którzy umożliwiają mi codziennie, pobyt w dużym mieście akademickim gdzie mogę spokojnie studiować, zdobywać świat i zawsze na nich liczyć. I ja jeszcze potrafię narzekać, że mi źle. Od dziś już nie potrafię.
...
Jeśli tylko jestem odpowiednią osobą, żeby z całą resztą wolontariuszy odważyć się i podjąć pracę terapeutyczną z dzieciakiem chorym na raka, mając świadomość, że moja wiedza jest jak narazie znikoma i a doświadczenie zerowe.... Jeśli tylko po miesiącu szkoleń i spotkań z pełną odpowiedzialnością będę w stanie stwierdzić, że jestem w stanie pomóc i nie skrzywdzę, ani nie zabiję.... To pojawią się relacje z tych doświadczeń na pewno.
Jesteś studentem – Twój świat to wykładowcy, którzy są ci nie w smak, ci, których lubisz, lub ci, z których się podśmiewujesz, zastanawiasz się pewnie kiedy pójdziesz na piwo i dlaczego tyle od Ciebie na tych studiach chcą. W Twoim świecie może pojawia się na przykład motyw akademika, domu cudów z tysiącem cudownie ciekawych ludzi i wiecznych hulanek, lub dom upierdliwego hałasu bez warunków do zajmowania się swoimi sprawami. W tle też miga gdzieś jakieś ksero.
Jesteś onkologiem – rak, cierpienie, śmierć to Twoja codzienność. W przeciwieństwie do przeciętnego człowieka nowotwór jest dla Ciebie zjawiskiem tak powszechnym jak deszcz.
Tak mnie dzisiaj naszło na zamyślenie. I nie bez powodu, zaraz powiem też jakiego..
Do czego zmierzam..
Byłam na spotkaniu z lekarzem onkologiem. Ta młoda dziewczyna, pani Olga przeprowadzała dla nas( wolonariuszy, którzy chcieliby się zająć bajkoterapią dzieci z nowotworem) wykład o nowotworach wieku dziecięcego, ich rodzajach, objawach, metodach diagnostycznych, zasadach leczenia. Moje dzisiejsze spotkanie z rakiem, nie bezpośrednie, ani nawet pośrednie, moje ledwo otarcie się o ten świat głęboko mną wstrząsnęło. Kazało mi zamilknąć. Najpierw deformacje, powiększone węzły chłonne wielkości ziemniaka, guz-orzech wystający z oka, bladość twarzy, włosy, których nie ma. Nie, nie pokazali nam wstrząsających fotek, tylko nas o tym uprzedzono. Ja o tym tylko usłyszałam. Ten od guza na oku, 16 lat.. przyszedł dopiero jak mu taki porządny orzech tam wyrósł. Dlaczego tak późno? Nie mógł wcześniej, bo ojciec bił matkę i gdyby zostawił rodziców samych i został w szpitalu ojciec mógłby tą matkę zabić. Także zaklejał to co mu się tam robiło, żeby nie było widać w szkole i tyle.
Inny chłopak, też w podobnym wieku, miał mięśniaka na udzie. Przyszedł z tym nowotworem, potem się nie zjawił spowrotem w szpitalu, potem znowu przyszedł, potem uciekł ze szpitala przez okno w łazience i słuch po nim zaginął. Nie było go tak z pół lub półtora roku i myślano, że już umarł, ale znów trafił na oddział. Uciekał kolejny raz z domu dziecka i wyskakując przez okno złamał nogę. Dlatego nie mógł już zwiać i policja go zawiozła na oddział. Stan jego uda był straszny. Brak szansy na wyleczenie. Kilka dni przed śmiercią amputacja nogi, aby ulżyć mu w cierpieniu.

Dlaczego nie był regularnie w szpitalu i uciekał?
Nie mógł znieść tego, że do wszystkich ktoś przychodzi, do niego jednak nie. Kiedy nie mógł tego znieść – uciekał.

Ośmiolatek. białaczka. Matka nie mogąc zostawić pozostałej piątki dzieci przyjęła to do wiadomości i zostawiła dzieciaka w szpitalu. Chłopczyk musiał mieć zrobioną tomografię komputerową, a że lekarzom zależy, żeby w miarę możliwości nie usypiać dzieciaków, zatem ośmiolatek obiecał , że nie będzie się ruszał. Badanie to wiąże się ze znacznym dyskomfortem. Poza tym, że nie można się poruszać, co nawet mi nie wychodzi,ta cała maszyna cholernie głośno i nieprzyjemnie pracuje, jakby uderzano metalem o metal. I jeszcze ten kontrast. Podaje się dożylnie białą, gęstą ciecz, która pomaga otrzymać klarowne wyniki pomiaru. Powoduje to jednak zwiększenie się ciśnienia w żyłach i jest samo w sobie bardzo nieprzyjemnym doświadczeniem, nie mówiąc o zamkniętej tubie, która głośno pracuje i nie można się w niej ruszać a ma się lat osiem. Ja sama nie wiem czy te 21 lat życia pozwoliłyby mi przetrwać to badanie bez paniki, strachu i czego tam jeszcze . Z tego co było widać na odczycie, chłopczyk się nie ruszał. Okazało się, że bardzo płakał, ale wiedział, że nie wolno się ruszać, więc tego nie robił. ...
Ile ludzi, tyle i światów na tym świecie. Dziwne, choć niezwykle naturalne i powszechne jest to, że nie wiemy o innych światach, obijamy się tylko o ich nazwy, ale nigdy nie wiemy czym tak naprawdę są. Zdajemy się przewlekle nie pamiętać, że tak wiele ich istnieje wokół nas. Nowotwór, który może się okazać wierzchołkiem góry lodowej, nie jedynym z problemów, a może i nawet nie najważniejszym pośród alkoholizmu, samotności, opuszczenia, patologii... to świat, którego ja nigdy nie znałam, który nigdy dla mnie nie istniał. Zapomniałam, że taki świat istnieje lub nie wiedziałam, nie miałam czasu się tym zająć albo nie chciałam znać tego świata.
Aż wstyd pomyśleć, że człowiek jest zły, że mama się wtrąca w jego życie i nie pozwala się usamodzielnić, że wiecznie tylko pyta co zjadłam i czy kupiłam owoce. Mam łzy w oczach kiedy pomyślę, że ktoś przez całe swoje jedyne 16 lat nigdy nie miał przy sobie swoich własnych, osobistych, wyłącznych rodziców, jego krótkie życie było w dużej mierze samotnością i umiera na raka.
Zastanawiam się czy ja kiedykolwiek miałam coś takiego co zasługuje na miano problemu, od dziś nie wiem czy jakakolwiek niedogodność w moim życiu zasługuje na to miano czy w ogóle na uwagę. Jak to dobrze, że bolą mnie nogi wieczorem po ciężkim dniu latania od jednego wydziału do drugiego. Czy nie oznacza to, że mam dwie zdrowe nogi, a ponadto miałam warunki w domu, które okazały się optymalne, wystarczające bym mogła dostać się na studia dzienne.
Mam dom i oboje rodziców, którzy umożliwiają mi codziennie, pobyt w dużym mieście akademickim gdzie mogę spokojnie studiować, zdobywać świat i zawsze na nich liczyć. I ja jeszcze potrafię narzekać, że mi źle. Od dziś już nie potrafię.
...
Jeśli tylko jestem odpowiednią osobą, żeby z całą resztą wolontariuszy odważyć się i podjąć pracę terapeutyczną z dzieciakiem chorym na raka, mając świadomość, że moja wiedza jest jak narazie znikoma i a doświadczenie zerowe.... Jeśli tylko po miesiącu szkoleń i spotkań z pełną odpowiedzialnością będę w stanie stwierdzić, że jestem w stanie pomóc i nie skrzywdzę, ani nie zabiję.... To pojawią się relacje z tych doświadczeń na pewno.
Subskrybuj:
Posty (Atom)





