wtorek, 30 czerwca 2009

Las nocą... czyli przeżycie "Carpe noctum"


Nocą w lesie jest bardzo ciemno. Ciemniej niż możemy to sobie wyobrazić. Nie ma to nic wspólnego z ciemnością pokoju. Dźwięki też różnią się niebywale, ale i tak nie jesteś w stanie wyobrazić sobie jak bardzo dopóki się tam nie znajdziesz. O pewnej porze nawet ptaki mają wolne i nie śpiewają. Zalega cisza, ale taka w której jest coś niepokojącego. Dlatego jest tak niewiarygodna. Tak naprawdę nigdy nie jest cicho.Tyle tylko, że dźwięki, które się słyszy nie są Ci znane. Niby nic nadzwyczajnego, ale ten fakt samoistnie zaczyna Cię niepokoić. Jest dobrze gdy pada deszcz. Nie niepokoi Cię każdy pojedynczy dźwięk, tzn. nie podskakujesz z przerażenia z powodu jakiegoś nic nieznaczącego szmeru. Z drugiej strony możesz nie zareagować na odgłos, na ten jeden odgłos, który byłby dla Ciebie wskazówką, żeby brać nogi za pas..Żeby nie być gołosłowną podam przykłady: subtelne chrząknięcie dzika lub dźwięk łamanej gałązki jego jakże delikatnym kopytem - po owym dźwięku poznajesz jak ciężka jest bestia, którą widzisz tylko oczyma wyobraźni, ale słyszysz jak najbardziej realnie. . .
Pobyt w lesie nocą ma w sobie coś magicznego, coś ze świata fantazji. Jest się tu w jakimś własnym świecie, odciętym od otaczającej rzeczywistości. Las nocą polecam.

wtorek, 26 maja 2009

Po prostu

Zacznę od czapy i całkowicie nie od początku. Załamałam się dzisiaj zbliżającą sesją, i łzy i ..i jakieś takie zamyślenie mnie naszło i wszystkie tego typu udziwnienia z jakimi człowiek nie może dać sobie rady, choćby nie wiem jak był świadom co się z jego organizmem dzieje i dlaczego i po co to wszystko.
Większość spraw do przodu, a jednak człowiek czuje, że jest z wszystkim do tyłu. Szuka się wtedy usprawiedliwienia dla swojego umysłowego upośledzenia w takiej a takiej emocjonalności, w takiej czy innej sytuacji finansowej, a że choroby się na biedną studentkę zwaliły, a że sąsiad zza ściany jest pieprzonym podrywaczem i ostatnio wcale nie zagląda.
Jasne, jasne.. a jest taka поcловица, że złej baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy. Oj, jak strasznie boli uświadomić sobie, że jest się rozhisteryzowaną laską, która na dodatek jest skończonym obibokiem myślącym o niebieskich migdałach.
Jakby tego było mało bozia obdarowała ambicją i męcz się. Wiem, doskonale zdaje sobie sprawę, że mam kolosalny udział we wszystkich moich dotychczasowych problemach. To niczyja wina. Na tym też właściwie można by skończyć... i wziąć się za naukę.
Problem polega na tym ,że przeraża mnie pewna myśl, a przynajmniej strasznie mi dokucza. Odkąd jestem na studiach filologicznych dowiedziałam się jednej bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie, że to co czytamy, to co autor napisał nie musi być odczytywane dosłownie, a czasem nie powinno. Nauczyłam się, że fakt iż słowo "biały" normalnie oznacza pewien rodzaj koloru nie musi tego wcale oznaczać. Mało tego, ucząc się języka, synonimów, słów o różnym zabarwieniu(pejoratywnym, pozytywnym) nie trudno dojść do wniosku, że każde zjawisko rzeczywistości można opisać w dowolny sposób. Jaką postawę życiową, bądź poszczególną decyzję by się nie podjęło to za pomocą odpowiednich słów można zrobić z niej wzór dla innych i wynieść do rangi geniuszu, albo uznać czyjeś poglądy za niegodne człowieka, śmieszne, żałosne itd. I to jest smutne.
Jeśli jeszcze nie wiesz do końca o co mi chodzi, a jesteś bardzo konsekwentny i zdołałeś dotrzeć do tej partii tekstu.. spieszę{;-)} z wyjaśnieniem. Zawsze ufałam ludziom, których świeżo co poznałam,a słowa tych o silnej osobowości bardzo brałam sobie do serca. Nie zdawałam sobie nigdy sprawy, że każde z ich sądów, opinii, wywodów można za pomocą słów o tym samym znaczeniu lecz przeciwnym zabarwieniu zgrabnie przekształcić na swoją modłę bez uszczerbku dla znaczenia.If you know what I mean.
Zależy mi, aby być dobrze zrozumianą, toteż chcę zaproponować pewien przykład.Doskonale nadaje się literatura rosyjska XIX w. i problem tzw. zbędnych i nowych ludzi w literaturze okresu zwanego umownie "Lata 40-te".
Zbędny człowiek jest to taki bohater, który posiada potencjalne możliwości, czyli jest przystojny, wykształcony, dobrze urodzony, inteligentny, młody... niestety pusty wewnętrznie(cokolwiek miałoby to znaczyć) Nie potrafii kochać, poświęcić się dla miłości czy przyjaźni, jest niepoprawnym egoistą i indywidualistą, zastanawiającym się wciąż nad sobą i zachowaniem innych, nie ma celu w życiu, wszystko go nuży, słowem, nie jest w stanie wykorzystać możliwości jakie zapewnił mu los. Jest bierny i niczego w życiu nie osiąga, jego życie to klęska. Jakby tego było mało określa się go postacią hamletyczną.;-)
Nowy człowiek to bohater stworzony jako przeciwieństwo bohatera ukazanego powyżej. Wzorowany na Don Kichocie "nowy człowiek", mający za zadanie być odpowiedzią na "zbędnego człowieka", mający być wzorem do naśladowania. Jest osobą, która istotnie potrafi działać, jest racjonalistą, nie zagłębia się za dużo w siebie, wykorzystuje nadarzające się możliwości. Charakteryzuje się też niską kulturą osobistą.
Niestety nowy człowiek też został odebrany źle.. Jakże by inaczej skoro ten z kolei do celu dąży bezmyślnie, bezrefleksyjnie, nie zastanawiając się na ile coś ma sens, nie reprezentuje należytego poziomu kultury.

I tu język płata nam figla, bo jeden i drugi w zależności od użytych słów może być bohaterem pozytywnym. Zbędny człowiek.. Jest to człowiek, który jest świadomy otaczającej go rzeczywistości, jest on zdolny obserwować swoje emocje i nazwać je, jest inteligentny i nie podejmuje działań bezmyślnie. Jest indywidualistą, czyli nie jednym pośród masy szaraków. Jest kimś, jest niesamowity.
A nowy.. też jest w porządku.. Nie zastanawia się tylko robi co uważa za stosowne i nie zatrzymuje się jeśli mu coś nie wychodzi. Korzystają na tym też inni.

Z każdym razem gdy ktoś będzie opisywał Ci jakąś parszywą cechę kogoś co potocznie przyjęło nazywać się obgadywaniem to zastanów się czy tak naprawdę ta parszywość nie jest atutem danej osoby. Zauważ jak poprzez język kształtowana jest rzeczywistość, jak nic nie jest pewne. Drogi Sz., nie ma sensu być takim, żeby przypodobać się ludziom, bo czy jesteś wariatem czy nudziarzem to zawsze można z Ciebie zrobić odpowiednio indywidualność, pozytywnie zakręconego artystę o oryginalnym spojrzeniu na rzeczywistość, czy opanowanego, kompetentnie wyglądającego mędrca, ważącego swoje jakże cenne słowa. Jesteś złośliwy.. jak ktoś chce to uzna to za inteligencję... Jesteś chamski... Jak komuś zależy tu uzna, że warto z tobą trzymać, bo nie dajesz sobie w kaszę dmuchać. Dlatego warto mieć swoje zasady, i być dumnym z trzymania się tych zasad nie czekając aż docenią Cię inni. Jak nie będą chcieli, nie zrobią tego, a za ich wolę oni sami nie mogą.

(...)Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach(...)
Badź wierny
Idź

Herbert Pan Cogito




(projekt słownik do języka polskiego ..nie zapomnij)

środa, 6 maja 2009

Zapisane na kartce papieru w pewnej bolesnej chwili

Po wszystkich tych wypowiedzianych słowach...
W takiej formie jak to było, jest i będzie.. tak zostawić.
Mimo, że żal jak diabli - mimo, że boli ..Trzeba
wiedzieć kiedy rzec swojej chorej części DOSYĆ!!

sobota, 25 kwietnia 2009

Dlaczego piszę.. wciąż szukam odpowiedzi.

No trudno. Nie będzie to blog pożyteczny. Miał taki być, ale ze mną jest tak jak z Gogolem - im bardziej chcę, żeby było dobrze tym mniej mi to wychodzi. Więc będzie to pamiętnik, którego nie piszę już od dobrych kilku miesięcy w wersji tradycyjnej, z obawy, że ktoś mógłby to przeczytać. Parodox.. wiem...przecież tu każdy będzie mógł to przeczytać. Publikuję pamiętnik, swoje najszczersze wynurzenia, żeby nie przeczytały go jakieś niepowołane oczy, a jeśli nawet, żeby nie wiedziały, że to ja. Piszę, żeby ulżyć tylko sobie, żeby było mi lżej, żebym nie musiała sama dźwigać.. .. No właśnie ! Co ja takiego muszę dźwigać?! Bardzo często zastanawiam się czy ja nie przesadzam z tymi moimi smutkami. A z drugiej strony nie jestem pewna , czy nie przesadzam ze swoją siłą. Może to, że zakochałam się i muszę mieszkać koło chłopaka na którym mi zależy i udawać, że świetnie mi się z nim kumpluje to naprawdę jest ponad moje siły. Wiem , że ludzie mają gorsze problemy i pewnie to zrozumiem.. wkrótce, ale.. . Strasznie jest niefajnie lub ciężko, kiedy człowiek musi zmagać się z mieszanymi uczuciami, kiedy urodził się taki , a nie inny, z taką a nie inną emocjonalnością. Każdego wieczoru prowadzę z sobą walkę, próbuję sobie wyjaśnić wszystkie emocje które czuję i poznać te emocje, których czuć mi nie wolno. Ciekawa jestem bardzo, czy jest coś takiego в обще, że nie wolno nam czuć danej emocji. Tylko czy mam prawo być na niego zła, że to ja sama ubzdurałam sobie jakieś uczucia ,sama się nakręciłam i teraz cierpię? Zazdroszczę tym, którzy nie są szarpani na prawo i lewo własnymi emocjami.
Martwię się czasem, że... nie mam zasad. Wiem ,że generalnie ludzie są niewolnikami swoich emocji(tu odsyłam do pasjonaty psychologii),ale czy wszyscy w takim stopniu jak ja zapominają o swoich postanowieniach, wcześniej popełnionych błędach i podejmują decyzje pod wpływem emocji? Ciekawi mnie co to znaczy "być sobą", w takim razie. Czy to znaczy kierować się tym co czujemy? Oczywiscie mogę być sobą, ale konsekwencje wielu rzeczy dobijają mnie serdecznie, więc znowu zaczynam udawać.
Niby już wiem gdzie kończy się granica między byciem naturalnym ,a prostym zapominaniem o zasadach dobrego zachowania i poprawnego wspólżycia z innymi...
Niby wiem, że każdy jest wolnym czlowiekiem, bo sama dzięki pewnemu chlopakowi zrozumialam, że sama chcę mieć wolność.
Niby wiem, ze nie mozna,.. nie wolno nikogo do niczego zmuszać, wykorzystywać uczuć czy tego że ktos ma jakies konkretne zasady. Tylko co to za zasady , na których nie możemy polegać, bo zaczynamy wykorzystywać czyjes uczucia i przekonania. Dlaczego tylko ja mam cierpieć z powodu moich emocji, a ci którzy mają zasady nie muszą cierpieć z powodu trzymania się ich. Oni maja zasady, a ja swoje emocje..Ja trzymam sie swoich emocji i cierpie. Oni nie trzymaja sie swoich zasad i sa szczesliwi i dumni ze sa ludzmi z zasadami. I niby wiem to wszystko, tylko nie wiem dlaczego wciąż czuję gniew, żal, że nie mogę być z tym, którego kocham. I wiem, że nie mogę, bo sama nie moglabym zniesc tego, ze ktos mi cos każe, że mnie do czegos obliguje. Sama jestem sobie winna, że się zakochalam. Każdy chyba kto kocha bez wzajemnosci wie co to żal. I wiem, że są gorsze rzeczy, że ludzie boją się czy przeżyją kolejny dzień, czy może tym razem bomba lub pocisk dosięgnie ich domu... I cieszę się życiem, nie powiem, patrzę na zieleń za oknem, i cieszę się, i walczę do końca, i jestem dzielna..Wiem, wiem , wiem... wiem. Wszystko to doskonale rozumiem. To dlaczego mój organizm tego nie rozumie i wciąż jest zly, rozżalony i nie chce się wziąć do roboty?? Dlaczego najmniejsze nawet niepowodzenie zbija mnie z tropu, czy za dużo od siebie wymagam, a może za dużo marudzę i się żalę, a za malo robię(a sesja się zbliża)
Zostawiam ten wpis nieoszlifowany, nieedytowany i surowy. Zmienię go gdzieniegdzie, ale później.

poniedziałek, 30 marca 2009

I
Idę ulicą.
Na mojej drodze jest głęboka wyrwa.
Wpadam w nią.
Jestem zagubiona... bezradna
To nie moja wina.
Nigdy się stąd nie wydostanę.
II
Idę tą samą ulicą.
Na mojej drodze jest głęboka wyrwa
Udaję,że jej nie widzę.
Znów w nią wpadam.
Nie mogę uwierzyć,że znów tu jestem.
Ale to nie moja wina.
Bardzo długo nie moge się z niej wydostać.
III
Idę tą samą ulicą.
Na mojej drodze jest głęboka wyrwa.
Widzę,że jest...
Lecz znów w nią wpadam.
To nawyk.
Mam oczy otwarte.
Wiem, gdzie jestem.
To moja wina wydostanę się stąd natychmiast.
IV
Idę tą samą ulicą.
Na mojej drodze jest głęboka wyrwa.
Omijam ją.
V
Idę inną ulicą.
[IF]
If you can keep your head when all about you
Are losing theirs and blaming it on you,
If you can trust yourself when all men doubt you
But make allowance for their doubting too,
If you can wait and not be tired by waiting,
Or being lied about, don't deal in lies,
Or being hated, don't give way to hating,
And yet don't look too good, nor talk too wise:
If you can dream--and not make dreams your master,
If you can think--and not make thoughts your aim;
If you can meet with Triumph and Disaster
And treat those two impostors just the same;
If you can bear to hear the truth you've spoken
Twisted by knaves to make a trap for fools,
Or watch the things you gave your life to, broken,
And stoop and build 'em up with worn-out tools:
If you can make one heap of all your winnings
And risk it all on one turn of pitch-and-toss,
And lose, and start again at your beginnings
And never breath a word about your loss;
If you can force your heart and nerve and sinew
To serve your turn long after they are gone,
And so hold on when there is nothing in you
Except the Will which says to them: "Hold on!"
If you can talk with crowds and keep your virtue,
Or walk with kings--nor lose the common touch,
If neither foes nor loving friends can hurt you;
If all men count with you, but none too much,
If you can fill the unforgiving minuteWith sixty seconds' worth of distance run,
Yours is the Earth and everything that's in it,
And--which is more--you'll be a Man, my son!
--Rudyard Kipling

niedziela, 29 marca 2009

Na dobry początek...

To dziwne uczucie założyć takiego bloga, bo nie wiem do czego właściwie miałby on służyć. No właśnie..wypadałoby, żeby do czegoś służył, miał coś na celu. Kiedy ktoś jest w trakcie poszukiwania jakiegoś swojego celu, samego siebie. . . tak jak ja teraz, to pragnie, żeby to co robi miało mimo wszystko jakiś sens, pożytek. Nie mogę nic zagwarantować, ale zrobię co w mojej mocy, żeby warto było tu zaglądać. I'll do my best to talk sense. Niee wiem też czego możesz się spodziewać po tym blogu, Czytelniku, bo powoli dopiero dojrzewa we mnie pomysł jak wykorzystać to moje miejsce w sieci. Czas pokaże.