niedziela, 16 sierpnia 2009
When asked a question "What do you like about your studies?
-the people
-the fact I left home
- challenge
First of all, studies is an excellent opportunity to meet people who are young individuals, at your age, with inquiring minds and strong personalities, talented and... strikingly different from each other. It's my experience and my view about about studies as all my neighbours in a hall of residence, each of them, were unique and one of a kind.
Students are drawn from very mixed social backgrounds. I come from a working class one and was born and brought up in a small, provincial town. I found myself a member of such vibrant community overnight, where every single person has a different idea about what is life. It was all very new and strange to me.
I was bombarded with dozens of theories and I d i d n ' t know who was telling the truth. Total confusion is a first feeling. As a consequence you have to figure out what y o u think, what is
y o u r own opinion. Step by step you start to find yourself in this absolute chaos. It is quite an experience. The one that greatly stimulates your psychological development. Besides, people and their personalities have always fascinated me, and the way they are so complex and so simple at the same time. I'm fond of meeting new people and and the process of trying to understand them gives me endless and genuine pleasure.
Second aspect I mentioned was a fact I left home. I pride myself in being a kind of experience-hungry girl, always determined to be unlike anyone else, thriving on being different, unique and even rebellious. Leaving home after almost 20 years spent with caring and loving parents, (a bit overprotective sometimes) to share a small space with another two roommates which are total strangers is a challenge. In fact the smallest one you have to deal with during studies. I've been faced with all manner of adult-life problems that I was forced to cope with on my own for the first time. It's the first time you get to know yourself. It's the very first opportunity to find out who you really are, what is easy for you , what is completely out of your reach. It's essential for your future life to gain such knowledge. And don't forget... it's thrilling and worthwhile.
Last but not least, the academic course you decided to complete is a your major challenge and you don't have the faintest idea what it is going to be like and whether you finally manage or not. At the very beginning it is unfortunately almost impossible to discover which classes are worthwhile and which are not worth your time and you can miss them guilt-free. If you are not familiar with organizing your time it's the last moment to become so. What you should know is that learning to organize yourself so late is painful.
To sum up, studies are an unforgettable experience for me because of the people I was lucky to meet, invaluable experience and knowledge about myself I gained and the marvellous feeling of facing a huge challenge and having managed.
.....
Probably that memories mentioned are not true as brain tends to deceive us and perhaps all this bombast is unnecessary, but it sounds good, isn't it?
poniedziałek, 3 sierpnia 2009
Żyć, by i tak umrzeć, czy umrzeć, żeby żyć?
"...bo czasem lepiej odejść od zmysłów by nie zwariować.."
Edyta Bartosiewicz, "Jenny"
tak, przyznam skromnie, zrobiłam to.Veni, vidi, vici
Pierwsze słowa w powietrzu?
AAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAAJUUUUUUUUHUUUUUUU JEEEZUUU, JA TO KOCHAM!!! UUUUUUHUUUUU
Najgłupsze pytanie jakie można usłyszeć po skoku?
"Jak wrażenia..?"
Można godzinami o tym opowiadać, wielu osobom i nie ma się dosyć. Za każdym razem można użyć innych słów. Wciąż krąży się wokół sedna sprawy lecz nigdy nie dociera się do niego. Zanim skoczyłam ktoś opowiadał mi jak to jest, z wieloma szczegółami, wieloma słowami, z takim błyszczeniem oczu, że pragnęłam przeżyć koniecznie to samo. Jednak nie było to to samo. Tydzień przed zaplanowanym skokiem skoczyłam w myślach z tysiąc razy. To przeżycie przeszło moje najśmielsze oczekiwania. Tego się nie da, nie da, nie da, po prostu nie da opisać. To niemożliwe. Postanowiłam i tak to zrobić, i tak mam zamiar to opisać, ale muszę uprzedzić, naprawdę muszę uprzedzić, że nie przekażę tego tak jak to na to zasługuje. Nie sposób opisać jak wiele emocji wyzwala, jak różne są te emocje w tak krótkim czasie. Jesteś w stanie wyobrazić sobie strach, który przekracza Twoje wyobrażenie? Pewnie nie;) Moment, w którym jesteś w powietrzu na wysokości ok 40 metrów i wokół Ciebie jest tylko nieuchwytne powietrze, kiedy spadasz z zatrważającą prędkością to cały Twój organizm, z czego tylko jest zrobiony krzyczy, wrzeszczy i drze się w niebogłosy, że zaraz umrzesz. Przerażenie jest tak silne, że nie panujesz już nad sobą,
eeeeh, tego naprawdę nie sposób... powiedzieć.. jak to jest
Po krótkiej chwili największego strachu jaki było mi dane poczuć, czuję, że lina zadziałała i jestem bezpieczna i całe Twoje ciało rozpiera radość przez niebotycznych rozmiarów literę R.
Adrenalina gra i tańczy w Twoich żyłach, jesteś Panem siebie, przestajesz się bać, stajesz się nowym człowiekiem... Jeśli szukasz spokoju i opanowania w swoim życiu to niepokój odchodzi nagle jak ręką odjął. Jak minie trochę czasu napiszę czy jest to efekt długotrwały i czy nie jest to przypadkiem ten z efektów, które zwą placebo. Każdy ma coś swojego z tego szaleństwa.
czwartek, 30 lipca 2009
To co zwą kobiecą intuicją
-(Słowa mojej matki dwa dni przed planowanym skokiem po tym jak opowiedziałam jej, że pierwszy raz prowadziłam samochód. O Bangee jeszcze nic nie wie, bo nie chcę jej łamać serca)Boże, czego ja się jeszcze dowiem.! Że skakałaś na bangee chyba!
Kobieca intuicja, a właściwie niezwykły sposób w jaki znają nas nasze matki, jest niewiarygodna.
środa, 29 lipca 2009
Spotkanie bez spotkania
A jeśli huśtałaś się w obecności osoby, która potrafiła dzielić z Tobą radość i rozumiała ją.. To kiedy się bujasz(Jeśli wciąż to lubisz tak jak ja) to ta osoba może być w tym wietrze, który rozwiewa Ci włosy.
p.s. Te wspomnienia są moje, bo Ty pewnie masz inny zestaw, ale możesz go użyć do takich spotkań tak jak ja.
wtorek, 28 lipca 2009
Ciekawi mnie jedna rzecz...a propos tytułu bloga przy okazji
Nie potrafię go zrozumieć, ja poniosłam stratę i żyję z nią, czasem jest ciężej, czasem lżej, ale nie mogłabym być zła na życie, że nie mogę mieć tego co chce. Jak można tracić każdą chwilę swojego życia na zły humor zwłaszcza, że życie jest i tak tylko takie jakim czynią go nasze myśli?
Dorabiam rozdawaniem ulotek kancelarii prawniczej i spotkałam dziś mężczyznę, który był niepełnosprawny. Właściwie to chodził z trudem i miał dziwnie powyginane ciało. Podałam mu ulotkę, a on mówi do mnie z uśmiechem i pełnym entuzjazmu głosem
-Prawnik? Przyda się! dziękuję!
On nie traci swojego życia na zły humor, na żal.
Trzeba się śmiać nie czekając na szczęście, bo gotowiśmy umrzeć nie
uśmiechnąwszy się ani razu-zasłyszane
Sama tak robiłam i przyznaję się bez bicia. Też zadręczałam się godzinami co zrobić, żeby nie stracić tego na czym mi zależy. Rozwiązanie przyszło samo. Straciłam to i już nie miałam się czym zadręczać. Zabawne, że kiedy boimy się coś utracić, mamy 100% gwarancję, że to stracimy. Natomiast jeśli skupimy się na czym innym, bądź skupimy uwagę na spokojnym zdobywaniu swojego celu mamy szansę, że się uda. Nie mamy gwarancji, ale jest taka szansa, niekiedy nawet bardzo duża. Kiedy ogarnia nas strach, lub pozwalamy mu, żeby nas opanował przegrywamy na pewno. O tym strachu przeczytałam chyba kiedyś w "Charakterach" tylko niestety nie pamiętam kiedy więc tekstu na dowód nie przytoczę. Natomiast( z tego co pamiętam, oczywiście) w artykule twierdzono, że na tym też może polegać fenomen polskich drużyn piłkarskich, które w przepięknym stylu wygrywają eliminacje. Nie mają nic do stracenia, nie boją się tylko zdobywają. Natomiast kiedy już zaczynają walczyć w miastrzostwach( do tego media narobią wokół tego takiego hałasu za który piłkarze dostają przecież kupę kasy) sypią się klęska za klęską. Autorzy artykułu uważają, że taką sytuację tworzy strach, lęk przed przegraną. Twierdzą oni, że analogicznej sytuacji można się dopatrzeć w wielu dziedzinach życia. Strach jest bardzo potrzebny, bo nasz organizm jest poinformowany o niebezpieczeństwie. Zawsze nasz mózg troszeczkę przesadza w myśl zasady strzeżonego Pan Bóg strzeże, więc warto czasem sprawdzić czy ryzyko się opłaca. Jak się opłaci, to odpuść sobie ten strach... raz na jakiś czas.
There is only one thing that makes a dream impossible to achieve:
the fear of failure.
Paulo Coelho, Achemik
poniedziałek, 27 lipca 2009
Bajka na Dobranoc
uczucia oraz ludzkie cechy – takie jak: dobry humor, smutek, mądrość, duma;
a wszystkich razem łączyła miłość.
Pewnego dnia mieszkańcy wyspy dowiedzieli się, że niedługo wyspa zatonie. Przygotowali swoje statki do wypłynięcia w morze, aby na zawsze opuścić wyspę. Tylko miłość postanowiła poczekać do ostatniej chwili. Gdy pozostał jedynie maleńki skrawek lądu- miłość poprosiła o
pomoc.
Pierwsze podpłynęło bogactwo na swoim luksusowym jachcie.
Miłość zapytała:
- Bogactwo, czy możesz mnie uratować ?
Niestety nie. Pokład mam pełen złota, srebra i innych kosztowności. Nie ma tam już miejsca dla ciebie. – Odpowiedziało Bogactwo.
Druga podpłynęła Duma swoim ogromnym czteromasztowcem.
- Dumo, zabierz mnie ze sobą ! – poprosiła Miłość.
Niestety nie mogę cię wziąć! Na moim statku wszystko jest uporządkowane, a ty mogłabyś mi to
popsuć… – odpowiedziała Duma i z dumą podniosła piękne żagle.
Na zbutwiałej łódce podpłynal Smutek.
- Smutku, zabierz mnie ze sobą ! – poprosiła Miłość,
Och, Miłość, ja jestem tak strasznie smutny, że chcę pozostać sam.- odrzekł Smutek i smutnie powiosłował w dal.
Dobry humor przepłynął obok Miłości nie zauważając jej, bo był tak rozbawiony, że nie usłyszał nawet wołania o pomoc.
Wydawało się, że Miłość zginie na zawsze w głębiach oceanu…
Nagle Miłość usłyszała:
- Chodź! Zabiorę cię ze soba ! – powiedział nieznajomy starzec.
Miłość była tak szczęśliwa i wdzięczna za uratowanie życia, że zapomniała zapytać kim jest jej wybawca.
Miłość bardzo chciała się dowiedzieć kim jest ten tajemniczy starzec. Zwróciła się o poradę do Wiedzy.
- Powiedz mi proszę, kto mnie uratował ?
- To był Czas. – Odpowiedziała Wiedza.
- Czas ? – zdziwiła się Miłość. – Dlaczego Czas mi pomógł ?
- Tylko Czas rozumie, jak ważnym uczuciem w życiu każdego człowieka jest Miłość.- Odrzekła Wiedza.
Sama tego nie wymyśliłam i odsyłam do autorki badź do pana autorka.
Osobiście bardzo mi się podoba i czy tego chcemy czy nie, tak chyba jest.
piątek, 24 lipca 2009
O czymś innym...
Chociaż nie odważył się jej o to zapytać, był pewien, że się masturbuje.
Była zbyt inteligentna, aby tego nie robić. Tylko kobiety, które się masturbują,
dobrze wiedzą, co je podnieca i umieją o to poprosić. Ponadto akt masturbacji
jest jedynie dodatkiem do prawdziwego aktu, który ma miejsce w mózgu. Podbrzusze jest tylko sceną, na której się to rozgrywa. Był pewien, że ona masturbuje się,
myśląc o nim. Tak, to była właśnie ta wyłączność: być w jej mózgu i w jej
palcach w takim momencie. Czy można być w ogóle bliżej kobiety niż wtedy, gdy
ona rozładowuje napięcie swoich fantazji, wiedząc, że nic, absolutnie nic i
przed nikim nie musi udawać?"Samotność w sieci", Wiśniewski
Skrzywdziłam
Tylko, że sam jest sobie winny. Nie potrafił się cieszyć tym co ma. Wciąż słyszałam uwagi .. sam się domagał.. Tylko, że też bardzo się starał, a to jest mi o wiele ciężej zauważyć. Chcemy, żeby inni byli w porządku wobec nas i dlatego staramy się być w porządku. Natomiast czasem w życiu okazuje się, że życie nie zawsze daje możliwość bycia fair. I kiedy spotyka nas zawód chcemy, żeby ktoś inny też nie miał lepiej. Ja cierpię i naprawdę chciałam się poświęcić, żeby życie było fair, ale jemu było za mało. Przeczytałam kiedyś w pewnej książce bardzo mądre zdanie o poświęceniu właśnie. Jest to taki nóż, który dajemy sobie wbić w serce. Czujemy się wtedy cudownie, bo przechodzimy samych siebie, jesteśmy z siebie dumni, że postępujemy dobrze.. Tylko, że poświęcenie to ułuda, bo trzeba umieć z tym nożem w sercu żyć, a to już nie jest takie proste. To było do przewidzenia, ale nie udało mi się tego przewidzieć. Nie przeszkadza mi to, że on cierpi. Nie lubię tylko znajdować się w sytuacji, której nie przewidziałam i w której nie potrafię się odnaleźć i nie umiem się odpowiednio zachować. Myślałam, że tak dużo wiem, ale nie potrafię mu pomóc. Przez głowę mi nie przeszło, że może być tak wrażliwy. Nie przeszkadza mi to, że on cierpi. Jak to brzmi w ogóle. Wykorzystałam go, a teraz skrzywdziłam i nic mnie to nie obchodzi. A może tylko tak sobie wmawiam. Nie wiem tego, ale tak mi się mocno zdaje. ...i nic mnie to nie obchodzi. Tylko czy kogokolwiek obchodziło, że ja cierpiałam z identycznego powodu? Nie mówię, że się nie żaliłam na prawo i lewo. Ale było i tak, że sama sobie się nie przyznawałam, a wtedy boli najbardziej... kiedy człowiek zostaje z tym sam. A on przecież nie musi być sam. Przecież chce być z nim. Za dużo we mnie jest lęku..., a w nim jest go jeszcze więcej. Tak bardzo uważałam, że wszystko wiem, ale nawet nie potrafię mu pomóc. Jestem bezsilna i głupia. Nie piszę tego bynajmniej z jakimś żalem, tylko ze zdziwieniem. Tak mało wiem...:( tak mało wiem i rozumiem.. tak mało..
wtorek, 21 lipca 2009
Bałagan w Instytucie Psychologii
Kiedyś czytałam książkę pt. "Teoria emocji". Poprosili tam młodego faceta, żeby wziął udział w badaniach nad emocjami. Musieli umieścić niewielkie urządzenie z tyłu głowy i zapewnili go, że będą badać tylko pozytywne emocje i dlatego wyślą go na cudowne wakacje. Rzeczywiście jedzie do jakiegoś egzotycznego kraju, tam zakochuje się w pięknej dziewczynie, która następnie go zdradza, a on trafia do więzienia za jakieś narkotyki, których nie miał. Najogólniej rzecz biorąc przeżywa horror. Okazuje się, że cała trauma jaką przeżył( nieprzyjemnych zdarzeń było tam o wiele więcej)była częścią eksperymentu. Naukowcy potrzebowali całej gamy emocji, aby badanie było kompletne. Pięknie, pięknie panowie psychologowie.
DOSTAŁAM SIĘ!!!! Dostałam się
“When a person really desires something, all
the universe conspires to help that person to realize his dream.”
Paulo Coelho
Dostałam się!!!
Dostałam się na psychologię!!!!!!
Myślałam, że wiem już co to znaczy kwiczeć z radości i być naprawdę najszczęśliwszą osobą na świecie... ale czegoś takiego nie doświadczyłam nigdy wcześniej. Nie tylko czuje jak mocno łomocze mi serce, ale drżę cała z emocji. Nie wierzyłam, że to jest możliwe. To był błąd. Trzeba wierzyć. Trzeba wierzyć i mieć nadzieję. Prawda stara jak ten świat. Pisząc to wszystko tańczę z radości i choć wymaga to pewnej ekwilibrystyki jak widać dałam radę.
smile
you'll see that life is still
worth while
if you just smile"
Nat King Cole
niedziela, 19 lipca 2009
Jest nas dwie
Oczywiście żartuję sobie. Nie mam w sobie dwóch osobowości.
Czasem jednak jestem zła na siebie i wtedy jesteśmy jakby dwie. Są we mnie dwie Agaty.
Jedna jest rozsądna i wie co należy robić. Jest sumienna, a właściwie chciałaby taka być gdyby nie ta druga. Druga Agata jest szalona, zawsze spontaniczna (czytaj nieodpowiedzialna), niezorganizowana, jest nie mającą uczuć, rozpieszczoną egoistką. Ta pierwsza jest zdolna do poświęceń i chce się zawsze do czegoś przydać, chce pomagać. Ta druga to wariatka, jest dumna, z tego, że jest taka postrzelona, ciągle się śmieje i poważnieje śmiertelnie gdy się zakocha, zawsze bez wzajemności. Potrafii żyć tylko miłością, fantazjami i chwilą i nigdy nie pomyśli na przyszłość.
Ciekawią mnie te dwa bieguny we mnie. Najgorsze jest to, że nie zawsze odnajduję równowagę, a podobno jest bardzo ważna i nawet przydatna. Może te dwa bieguny to po prostu dorosła, dojrzała Agata walcząca z dzieckiem, które wciąż we mnie jest? Nie wiem. W każdym razie sprawa do rozstrzygnięcia. Ale zdecydowanie jest nas dwie i myślę, że mimo wszystko razem stanowimy wiekszość.;-)
BluesExpress
chwile... czwartek, 16 lipca 2009
Dziś płacz i żal - przykro mi
To nie prawda, że gdy ktoś czegoś pragnie to wszystko we wszechświecie chce mu pomóc. Jedynym motorem naszych działań jest miłość. Gdy jej nie ma nie ma nic. I nic nie ma sensu. Młodzi ludzie myślą, że świat należy do nich ale z każdym rokiem przekonują się, że życie niestety jest prozaiczne. Codziennie żegnam się z kolejnym moim marzeniem zanosząc się gorzko nieutulonym płaczem. Wymaga się ode mnie, żebym robiła to z uśmiechem. Staram się, uwierz.
Ale tak już jest na świecie, że kobiecie płacz przychodzi z pomocą, kiedy rozum przestaje pojmować. A płacz wie wszystko, słowa nie wiedzą, myśli nie wiedzą, nie wiedzą sny i Bóg czasem nie wie, a płacz ludzki wie. Bo płacz jest płaczem, i tym, nad czym płacze.
Wiesław Myśliwski — Kamień na kamieniu
Ale to życie oduczyło mnie płakać [...]. Bo życie niejednego
potrafi oduczyć i niczego za to nie nauczyć. Choć mówi się, że życie uczy.
Nieprawda
Wiesław Myśliwski — Kamień na kamieniu
poniedziałek, 6 lipca 2009
Brakuje mi akceptacji
I nagle przychodzi dzień kiedy te autorytety kotłują się w Twojej biednej głowie i okazuje się, że otwierają z impetem kolejną płaszczyznę w Twoim umyśle. Zdajesz sobie sprawę jak głupia jest Twoja pogoń za tym aby wszystkim dogodzić, próba bycia kimś kim się nie jest, aby sprawić by inni Cię polubili. Bzdura. Zaczynasz odkrywać co to znaczy być sobą i jakie to przyjemne kiedy nie trzeba niczego udawać i dlaczego musisz niekiedy mimo wszystko z siebie zrezygnować.
Najzabawniejsze jest to, że wielu rozumie to lepiej od Ciebie(choć Ty zastanawiasz się nad tym całymi latami) a nie potrafią oni nawet tego wyrazić słowami, nie są zdolni o tym pisać ani mowić. Pojmują w mig, ale nie mówią o tym i nawet sobie tego nie uświadamiają. Więc jaki sens w siedzeniu i rozmyślaniu nad sensem i sposobem.. tym najlepszym sposobem na życie?
Czy jest taki najlepszy sposób na życie?
Ok, żyjemy, żeby zdobywać jedzenie i drugiego osobnika aby za jego pomocą przedłużyć gatunek. Skoro to tak oczywiste to już szkoda czasu na omawianie tego i szkoda na to słów.
Jaki jest w takim razie najlepszy sposób na życie?
Taki, który nie przeszkadza innym?
Taki, który rani najmniej osób?
Czy może taki, który zmniejsza cierpienie innych?
A może jednak ten, który uszczęśliwia jak największą liczbę osób?
Albo taki, który uszczęśliwie tylko twoich bliskich, czy wreszcie taki,
który uszczęśliwia tylko Ciebie?
Znasz odpowiedź? Ja przyznam, że wciąż nie za bardzo.
Agata powiedziała mi kiedyś, że nie ma altruizmu i wszyscy jesteśmy egoistami. Tak zostaliśmy zaprogramowani i już. Ale jak to naprawdę jest nic a nic nie wiadomo.(Patrz:eskimo hoax,i inne, lub takie
Dość bałaganiarski wpis do oszlifowania
To było jedno z tych zaskoczeń, które się na nas zwalają kiedy człowiek przekracza kolejną barierę poznania. Wydaje się Tobie, że ... (pięknie! Właśnie zadzwoniła rodzinka i kompletnie straciłam wątek....) Na czym to ja skończyłam?.... Wydaje się, że wiesz na czym świat stoi, jesteś świadoma, że nie wszystko wiesz, ale mniej więcej ogarniasz jak to wszystko działa. Najciekawsze, ale i niekiedy najstraszniejsze są te momenty w życiu kiedy coś, choćby pojedyncze słowo albo cała ich tyrada trzęsie Twoimi fundamentami. Otwiera się wtedy w Twojej głowie inna przestrzeń, patrzysz w inny sposób, ba!, całkiem nowy sposób na to kim jesteś. Trudno się często połapać, która z Twoich myśli jest ok, a które są wynikiem błędów wychowawczych, doznanych cierpień, które zakłócają Ci prawidłowy obraz. Lecz co to właściwie jest prawidłowy obraz, co? Do niedawna jeszcze myślałam, że jest jeden i należy w ten sposób patrzeć na życie i w ten sposób postępować i już. Potem stopniowo pojawiły się pytania.. hmm. .. Dlaczego mam postępować tak a nie inaczej? Nagle pojawiła się, a może nawet całkiem stopniowo pojawiała się nowa płaszczyzna myślenia w mojej głowie. Nie muszę. Zadziwiające, ale prawdziwe. Nie muszę. Bałam się przez długi okres mojego krótkiego życia, że nie jestem dość inteligentna. Potem strach przed chorobą psychiczną. Podobno w okresie dojrzewania nasila się tego typu obawa, z kilku prostych przyczyn: zmiana szkoły, otoczenia, szukanie swojej drogi, brak zrozumienia dla swoich emocji wśród rówieśników i rodziny, do tego dochodzi rywalizacja i egzaminy, problemy ze swoim dojrzewającym ciałem. Te wszystkie niedogodności nie amortyzowane przez wsparcie przyjaciół. Permanentnie odczuwany niedostatek przyjaźni, akceptacji i miłości. Okres tak naprawdę stawiania pierwszych samodzielnych kroków. I PACH! Pojawia się lęk.. Nie poradzę sobie. To, że mam same dobre oceny w szkole nie ma najmniejszego znaczenia. I tak uważam, że sobie kompletnie nie poradzę. Lęk, że może nie jestem do końca normalna. Tylko co to znaczy norma? Kto ustala normę? Każdy został wychowany inaczej i miał inne przeżycia... Dla każdego co innego stanowi normę. Czyli jestem normalna. Jak miło... Czyli mam prawo tak czuć? No tak ..ok, wszystko się zgadza. Tylko skąd pojawił się ten lęk i skoro każdy jest na swój sposób normalny(co za kojące słowo) to dlaczego część z nas się nie boi, że może ma problem psychiczny, a ja się tyle nad tym zastanawiałam. Jedna z możliwości - Inni nie zastanawiają się nad tym w ogóle, ale ich bezrefleksyjność to bynajmniej nie zaleta.(ale żyją spokojniej w tej swojej nieświadomości i bezrefleksyjności, chciało by się rzec)
Skoro jestem karana za moje zachowanie przez rówieśników, a inni nie, to znaczy, że ze mną jednak jest coś nie tak. Najsmutniejsze w tym wszystkim jest jednak to, że jeśli nawet 30 osób nie ma racji, a ta jedna ma, to oni stanowią większość. Nie zawsze jest tak, i o tym przekonałam się już wielokrotnie, że większość wie co ma robić. Lęk to naturalna reakcja kiedy nasze JA jest podkopywane przez multum ludzi, a jesteśmy zbyt słabi lub wrażliwi by być mądrymi na tyle by im nie uwierzyć. Nie potrafimy często mądrze podejść do krytyki, zastanowić się czym zawiniliśmy względem bliźniego, a niepotrzebną część tych ciężkich słów po prostu spuścić w sedesie. Tak często wierzymy ludziom w to co mówią, a oni sami tak często nie potrafią do końca wyrazić dokładnie tego co czują i myślą. Jesteśmy tak prości w dążeniu do zaspokojenia swoich potrzeb akceptacji, miłości, jedzenia, spania... Z drugiej strony tak wiele czynników składa się na to kim jesteśmy, że stajemy się niebywale skomplikowani. Jak głupie jest bycie ignorantem jeśli chodzi o ludzką naturę. Jak bardzo lubimy oceniać innych, bo wydaje nam się, że tak wiele wiemy i rozumiemy. Każdy z nas jest zbyt skomplikowany, żeby opisać go za pomocą analizy psychologicznej, za pomocą biografii, za pomocą pamiętnika. Tak wiele czynników składa się na pojedynczego z nas, że trzeba odnaleźć wiele źródeł, żeby odnaleźć prawdę o tym człowieku. Rozumiem, że bez jakiejkolwiek zależności od wieku każdy z nas rozumie świat i ludzi w inny sposób. W różnym stopniu też postrzegamy życie w prosty bądź skomplikowany i wielopłaszczyznowy sposób. Rozumiem, jak straszna musi być, choćby przez chwilę, ta przewidywalność naszego istnienia dla kogoś kto jest na tym wyższym poziomie, na którym widzi jak na dłoni pewne skomplikowane i nie odganione dla nas rzeczy. Dla mnie jednak to wszystko jeszcze jest wciąż nieodgadnione i do odkrycia. Wciąż nie potrafię przewidzieć i wpływać na innych. I myślę, że dla Ciebie też jest wiele rzeczy, których nie możesz przewidzieć i życzę Ci tego i na pewno tak jest mimo tego co piszesz. Nawet jeśli masz tak rozwinięty aparat rozumienia, że wszystko wydaje Ci się takie proste, to uwierz mi, że i Tobie utworzy się nowa płaszczyzna w głowie i spojrzysz jeszcze na to wszystko nie tylko w inny, ale i nowy sposób.
Zainspirowana blogiem Płomyka.
piątek, 3 lipca 2009
Raj utracony
Tylko, że każdy dzień, który dany mi jest odczuwać całą sobą to kolejny powód, żeby żyć. W życiu piękne są tylko chwile i to dla nich chcemy żyć.
***Uśmiech bliskiej osoby
*Duma widoczna w oczach mamy
*Rozkosz pocałunku
*Ulga osoby która podzieliła się z nami swoimi problemami tylko o nich opowiadając
*Oczy, które patrzą na mnie jakbym była cudem świata (dla takiej egoistki jak ja to cudowne *uczucie, uczucie bycia cudem świata)
*podziw w oczach mężczyzny
*słodkie zmęczenie po dniu pełnym wrażeń i miękkość ciepłej pościeli zapowiadającej zasłużony odpoczynek
*ulga, że znajdujesz się od dzika o więcej kroków niż jeszcze przed chwilą( w ciemnym, ciemnym lesie gdzie Twoja legitka nie ma najmniejszego znaczenia)
*przeżycie własnej śmierci czyli skok na bangee(z małej litery, bo musi istnieć lepsze słowo określające to co jest nie do opisania.)
i wiele, wiele innych
Życie polecam
Post zainspirowany innym postem
czwartek, 2 lipca 2009
Tylko wróć włóczykiju.. nie zapomnij.. -zasłyszane
Koniec roku akademickiego... Wszyscy Twoi (choć wiem, Włóczykiju, jak nie lubisz zaimków dzierżawczych) Twoi ludzie rozjeżdżają się po domach...Powinieneś wiedzieć, że..
Podarowałeś mi coś, co nawet trudno nazwać. Poruszyłeś we mnie coś, o istnieniu czego nawet nie wiedziałam. Jesteś i zawsze będziesz częścią mojego życia.
Zawsze...
Wiedz, że...
W krzyku o Tobie zamknął się żywot mój cały.
Chcę Cię w milczeniu zachować,
w sekrecie
Czarny Narcyzie..
Kocham Cię, Michał ...
wtorek, 30 czerwca 2009
Las nocą... czyli przeżycie "Carpe noctum"

Pobyt w lesie nocą ma w sobie coś magicznego, coś ze świata fantazji. Jest się tu w jakimś własnym świecie, odciętym od otaczającej rzeczywistości. Las nocą polecam.
wtorek, 26 maja 2009
Po prostu
Większość spraw do przodu, a jednak człowiek czuje, że jest z wszystkim do tyłu. Szuka się wtedy usprawiedliwienia dla swojego umysłowego upośledzenia w takiej a takiej emocjonalności, w takiej czy innej sytuacji finansowej, a że choroby się na biedną studentkę zwaliły, a że sąsiad zza ściany jest pieprzonym podrywaczem i ostatnio wcale nie zagląda.
Jasne, jasne.. a jest taka поcловица, że złej baletnicy przeszkadza i rąbek u spódnicy. Oj, jak strasznie boli uświadomić sobie, że jest się rozhisteryzowaną laską, która na dodatek jest skończonym obibokiem myślącym o niebieskich migdałach.
Jakby tego było mało bozia obdarowała ambicją i męcz się. Wiem, doskonale zdaje sobie sprawę, że mam kolosalny udział we wszystkich moich dotychczasowych problemach. To niczyja wina. Na tym też właściwie można by skończyć... i wziąć się za naukę.
Problem polega na tym ,że przeraża mnie pewna myśl, a przynajmniej strasznie mi dokucza. Odkąd jestem na studiach filologicznych dowiedziałam się jednej bardzo ważnej rzeczy, a mianowicie, że to co czytamy, to co autor napisał nie musi być odczytywane dosłownie, a czasem nie powinno. Nauczyłam się, że fakt iż słowo "biały" normalnie oznacza pewien rodzaj koloru nie musi tego wcale oznaczać. Mało tego, ucząc się języka, synonimów, słów o różnym zabarwieniu(pejoratywnym, pozytywnym) nie trudno dojść do wniosku, że każde zjawisko rzeczywistości można opisać w dowolny sposób. Jaką postawę życiową, bądź poszczególną decyzję by się nie podjęło to za pomocą odpowiednich słów można zrobić z niej wzór dla innych i wynieść do rangi geniuszu, albo uznać czyjeś poglądy za niegodne człowieka, śmieszne, żałosne itd. I to jest smutne.
Jeśli jeszcze nie wiesz do końca o co mi chodzi, a jesteś bardzo konsekwentny i zdołałeś dotrzeć do tej partii tekstu.. spieszę{;-)} z wyjaśnieniem. Zawsze ufałam ludziom, których świeżo co poznałam,a słowa tych o silnej osobowości bardzo brałam sobie do serca. Nie zdawałam sobie nigdy sprawy, że każde z ich sądów, opinii, wywodów można za pomocą słów o tym samym znaczeniu lecz przeciwnym zabarwieniu zgrabnie przekształcić na swoją modłę bez uszczerbku dla znaczenia.If you know what I mean.
Zależy mi, aby być dobrze zrozumianą, toteż chcę zaproponować pewien przykład.Doskonale nadaje się literatura rosyjska XIX w. i problem tzw. zbędnych i nowych ludzi w literaturze okresu zwanego umownie "Lata 40-te".
Zbędny człowiek jest to taki bohater, który posiada potencjalne możliwości, czyli jest przystojny, wykształcony, dobrze urodzony, inteligentny, młody... niestety pusty wewnętrznie(cokolwiek miałoby to znaczyć) Nie potrafii kochać, poświęcić się dla miłości czy przyjaźni, jest niepoprawnym egoistą i indywidualistą, zastanawiającym się wciąż nad sobą i zachowaniem innych, nie ma celu w życiu, wszystko go nuży, słowem, nie jest w stanie wykorzystać możliwości jakie zapewnił mu los. Jest bierny i niczego w życiu nie osiąga, jego życie to klęska. Jakby tego było mało określa się go postacią hamletyczną.;-)
Nowy człowiek to bohater stworzony jako przeciwieństwo bohatera ukazanego powyżej. Wzorowany na Don Kichocie "nowy człowiek", mający za zadanie być odpowiedzią na "zbędnego człowieka", mający być wzorem do naśladowania. Jest osobą, która istotnie potrafi działać, jest racjonalistą, nie zagłębia się za dużo w siebie, wykorzystuje nadarzające się możliwości. Charakteryzuje się też niską kulturą osobistą.
Niestety nowy człowiek też został odebrany źle.. Jakże by inaczej skoro ten z kolei do celu dąży bezmyślnie, bezrefleksyjnie, nie zastanawiając się na ile coś ma sens, nie reprezentuje należytego poziomu kultury.
I tu język płata nam figla, bo jeden i drugi w zależności od użytych słów może być bohaterem pozytywnym. Zbędny człowiek.. Jest to człowiek, który jest świadomy otaczającej go rzeczywistości, jest on zdolny obserwować swoje emocje i nazwać je, jest inteligentny i nie podejmuje działań bezmyślnie. Jest indywidualistą, czyli nie jednym pośród masy szaraków. Jest kimś, jest niesamowity.
A nowy.. też jest w porządku.. Nie zastanawia się tylko robi co uważa za stosowne i nie zatrzymuje się jeśli mu coś nie wychodzi. Korzystają na tym też inni.
Z każdym razem gdy ktoś będzie opisywał Ci jakąś parszywą cechę kogoś co potocznie przyjęło nazywać się obgadywaniem to zastanów się czy tak naprawdę ta parszywość nie jest atutem danej osoby. Zauważ jak poprzez język kształtowana jest rzeczywistość, jak nic nie jest pewne. Drogi Sz., nie ma sensu być takim, żeby przypodobać się ludziom, bo czy jesteś wariatem czy nudziarzem to zawsze można z Ciebie zrobić odpowiednio indywidualność, pozytywnie zakręconego artystę o oryginalnym spojrzeniu na rzeczywistość, czy opanowanego, kompetentnie wyglądającego mędrca, ważącego swoje jakże cenne słowa. Jesteś złośliwy.. jak ktoś chce to uzna to za inteligencję... Jesteś chamski... Jak komuś zależy tu uzna, że warto z tobą trzymać, bo nie dajesz sobie w kaszę dmuchać. Dlatego warto mieć swoje zasady, i być dumnym z trzymania się tych zasad nie czekając aż docenią Cię inni. Jak nie będą chcieli, nie zrobią tego, a za ich wolę oni sami nie mogą.
(...)Idź wyprostowany wśród tych co na kolanach(...)
Badź wierny
Idź
Herbert Pan Cogito
(projekt słownik do języka polskiego ..nie zapomnij)
środa, 6 maja 2009
Zapisane na kartce papieru w pewnej bolesnej chwili
W takiej formie jak to było, jest i będzie.. tak zostawić.
Mimo, że żal jak diabli - mimo, że boli ..Trzeba
wiedzieć kiedy rzec swojej chorej części DOSYĆ!!
sobota, 25 kwietnia 2009
Dlaczego piszę.. wciąż szukam odpowiedzi.
Martwię się czasem, że... nie mam zasad. Wiem ,że generalnie ludzie są niewolnikami swoich emocji(tu odsyłam do pasjonaty psychologii),ale czy wszyscy w takim stopniu jak ja zapominają o swoich postanowieniach, wcześniej popełnionych błędach i podejmują decyzje pod wpływem emocji? Ciekawi mnie co to znaczy "być sobą", w takim razie. Czy to znaczy kierować się tym co czujemy? Oczywiscie mogę być sobą, ale konsekwencje wielu rzeczy dobijają mnie serdecznie, więc znowu zaczynam udawać.
Niby już wiem gdzie kończy się granica między byciem naturalnym ,a prostym zapominaniem o zasadach dobrego zachowania i poprawnego wspólżycia z innymi...
Niby wiem, że każdy jest wolnym czlowiekiem, bo sama dzięki pewnemu chlopakowi zrozumialam, że sama chcę mieć wolność.
Niby wiem, ze nie mozna,.. nie wolno nikogo do niczego zmuszać, wykorzystywać uczuć czy tego że ktos ma jakies konkretne zasady. Tylko co to za zasady , na których nie możemy polegać, bo zaczynamy wykorzystywać czyjes uczucia i przekonania. Dlaczego tylko ja mam cierpieć z powodu moich emocji, a ci którzy mają zasady nie muszą cierpieć z powodu trzymania się ich. Oni maja zasady, a ja swoje emocje..Ja trzymam sie swoich emocji i cierpie. Oni nie trzymaja sie swoich zasad i sa szczesliwi i dumni ze sa ludzmi z zasadami. I niby wiem to wszystko, tylko nie wiem dlaczego wciąż czuję gniew, żal, że nie mogę być z tym, którego kocham. I wiem, że nie mogę, bo sama nie moglabym zniesc tego, ze ktos mi cos każe, że mnie do czegos obliguje. Sama jestem sobie winna, że się zakochalam. Każdy chyba kto kocha bez wzajemnosci wie co to żal. I wiem, że są gorsze rzeczy, że ludzie boją się czy przeżyją kolejny dzień, czy może tym razem bomba lub pocisk dosięgnie ich domu... I cieszę się życiem, nie powiem, patrzę na zieleń za oknem, i cieszę się, i walczę do końca, i jestem dzielna..Wiem, wiem , wiem... wiem. Wszystko to doskonale rozumiem. To dlaczego mój organizm tego nie rozumie i wciąż jest zly, rozżalony i nie chce się wziąć do roboty?? Dlaczego najmniejsze nawet niepowodzenie zbija mnie z tropu, czy za dużo od siebie wymagam, a może za dużo marudzę i się żalę, a za malo robię(a sesja się zbliża)
Zostawiam ten wpis nieoszlifowany, nieedytowany i surowy. Zmienię go gdzieniegdzie, ale później.
poniedziałek, 30 marca 2009
Idę ulicą.
Na mojej drodze jest głęboka wyrwa.
Wpadam w nią.
Jestem zagubiona... bezradna
To nie moja wina.
Nigdy się stąd nie wydostanę.
II
Idę tą samą ulicą.
Na mojej drodze jest głęboka wyrwa
Udaję,że jej nie widzę.
Znów w nią wpadam.
Nie mogę uwierzyć,że znów tu jestem.
Ale to nie moja wina.
Bardzo długo nie moge się z niej wydostać.
III
Idę tą samą ulicą.
Na mojej drodze jest głęboka wyrwa.
Widzę,że jest...
Lecz znów w nią wpadam.
To nawyk.
Mam oczy otwarte.
Wiem, gdzie jestem.
To moja wina wydostanę się stąd natychmiast.
IV
Idę tą samą ulicą.
Na mojej drodze jest głęboka wyrwa.
Omijam ją.
V
Idę inną ulicą.
If you can keep your head when all about you
Are losing theirs and blaming it on you,
If you can trust yourself when all men doubt you
But make allowance for their doubting too,
If you can wait and not be tired by waiting,
Or being lied about, don't deal in lies,
Or being hated, don't give way to hating,
And yet don't look too good, nor talk too wise:
If you can dream--and not make dreams your master,
If you can think--and not make thoughts your aim;
If you can meet with Triumph and Disaster
And treat those two impostors just the same;
If you can bear to hear the truth you've spoken
Twisted by knaves to make a trap for fools,
Or watch the things you gave your life to, broken,
And stoop and build 'em up with worn-out tools:
If you can make one heap of all your winnings
And risk it all on one turn of pitch-and-toss,
And lose, and start again at your beginnings
And never breath a word about your loss;
If you can force your heart and nerve and sinew
To serve your turn long after they are gone,
And so hold on when there is nothing in you
Except the Will which says to them: "Hold on!"
If you can talk with crowds and keep your virtue,
Or walk with kings--nor lose the common touch,
If neither foes nor loving friends can hurt you;
If all men count with you, but none too much,
If you can fill the unforgiving minuteWith sixty seconds' worth of distance run,
Yours is the Earth and everything that's in it,
And--which is more--you'll be a Man, my son!
--Rudyard Kipling